samotność w sieci.
"Ludzie poruszają się po wytyczonych przez los albo przeznaczenie - obojętnie jak to nazwać - trasami. Na mgnienie oka krzyżują się one z naszymi i idą dalej. Bardziej niż rzadko i tylko nieliczni zostają na dłużej i chcą iść naszymi trasami. Zdarzają się jednak i tacy, którzy zaistnieją wystarczająco długo, aby chciało się ich zatrzymać. Ale oni idą dalej."
[J. L. Wiśniewski - 'S@motność w sieci']

Właściwie to mam ochotę przeczytać znów, po raz kolejny całą tą książkę. Jak zawsze, gdy czuję się tak, jak teraz.
Ale nie mam na to czasu. Właściwie to na nic nie mam ostatnio czasu. Może nie powinno to być dla mnie problemem, biroąc pod uwagę, że inni też nie mają dla mnie czasu.
Ale to jest problem.
Z czegoś powinnam zrezygnować, ale nie potrafię podjąć decyzji.
Nie wiem co w tej chwili jest dla mnie najważniejsze. Bez czego byłabym w stanie przeżyć, a co jest mi niezbędne...
Nie chcę stracić niczego, co mam. Ale długo tak nie pociągnę.

Chcę, żeby było tak prosto jak w Krakowie.
Czy to jest niemożliwe?


in the vanilla sky... 2009-11-06 18:38:12
skomentuj (0)
agaetis byrjun.
Mimo, że panicznię się boję tego, co mnie czeka.
Mimo, że wydaje mi się, że nie dam sobie rady...
Mimo, że obawy odnośnie braku tak porządanego czasu, były słuszne...

Jest mi dobrze...
        ... cholernie dobrze.


in the vanilla sky... 2009-10-16 00:44:31
skomentuj (0)
Przechyla się ku jesieni ziemia.
Wakacje dobiegają końca. Długie wakacje. Dobre wakacje. Spokojne, ale udane.

Ślesin. Tydzień rozbijania, dwa tygodnie kadrowania, dwa sierpniowe weekendy i kilka dni zwijania. Wracając tam tak często, czułam się jak w domu. I choć bywało ciężko i zmęczenie dawało się we znaki, byłam naprawdę szczęśliwa. Bywały chwile, których wspomnienie pozostanie w mojej głowie na zawsze. Po prostu kocham to miejsce, tych ludzi, klimat... Dni spędzone w wodzie... Wieczory przy ognisku... Pod koniec sezonu przez chwilę poczułam przesyt tym miejscem, ale już we wrześniu oddałabym wiele, żeby móc tam wrócić.

Rumunia. Będąc na miejscu narzekałam właściwie bez przerwy. Że za gorąco, że woda za zimna, że do sklepu wyjść nie wolno, że na spacer zabraniają, że program nudny, że po angielsku nie mówią... Ale wiem, że było tak dlatego, że w tym czasie chciałam być gdzie indziej. Tęskniłam. I mimo, że mniej oryginalnie, pewnie bawiłabym się dużo lepiej... Ale źle to nie było. Rumunia to cudowny kraj, Sibiu to przepiękne miasto, a Góry Fogarskie to fantastyczne góry.

Muszyna. Jedyny weekend spędzony w górach. Ale wspaniały weekend. Góry, muzyka, ludzie... Znów czułam się u siebie. ;)

Warszawa. Ostatni kilkudniowy wypad. Przesympatyczny! Ciekawe spotkanie w pewnym domu na Wilanowie... Znów gitary, piosenki, słowa i ludzie... :) A potem kilka szalonych dni w pewnym zwariowanym domu. I choć po kilkudniowym pobycie tam, czuję się zmęczona jak po kilku tygodniach, to lubię ich odwiedzać. Głównie ze względu na dwa małe potworki, które w tak prosty sposób potrafią wywołać uśmiech na mojej twarzy. :)

Łódź. Dużo czasu w te wakacje tu spędziłam. Ale to też był dobry czas. Bo nie spędzałam go sama. :)

A w piątek powrócę w wir studenckiego życia. Zaczynam życie na wyskoich obrotach. Jestem ciekawa tego, co mnie czeka, ale nie da się ukryć, że trochę się boję. Bo co jeśli nie dam rady? Co jeśli okażę się, że nie jestem tak silna jak myślałam? Brak czasu wolnego również przeraża. Bo ja teraz chcę go jak najwięcej...




in the vanilla sky... 2009-10-05 21:36:44
skomentuj (2)
like a rolling stone.
Półtora miesiąca.
3 tygodnie w Ślesinie, 2 tygodnie w Rumunii, weekend w Muszynie, kilka dnia w Łodzi.
Cała masa zmian w prawie każdej płaszczyźnie mojego życia.
Póki co próbuję ogarnąć, oswoić się.
Chyba wydoroślałam. Zmądrzałam. Dochodzę do takich wniosków myśląc o sobie sprzed roku. Tej szalonej, spontanicznej, nieodpowiedzialnej. Szaleństwo i spontaniczność sobie zostawiłam, ale wyzbyłam się nieodpowiedzialności. Żadnych moralnych kaców. Sensacyjnych rozdziałów do naszej książki również jakoś mniej.
Nie znaczy to, że nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Robię wszystko, co tylko mogę, by uczynić moje życie jeszcze bardziej atrakcyjnym. Przekraczam granice. Wciąż wyjeżdżam, próbuję nowych sportów, poznaję nowych ludzi, a przede wszystkim uzależniam się od pewnego niezwykłego człowieka. Po prostu jest mi dobrze i chwilowo zawieszam narzekanie.


in the vanilla sky... 2009-08-10 23:54:36
skomentuj (2)
You may say, I'm a dreamer...
Dziwne jest to, co się ostatnio ze mną dzieje.
Przez ostatni tydzień nie było dobrze.
Kurczę, to naprawdę były złe dni.

Co więc jest dziwne?
To, że nic się nie zmieniło. Nic się nie rozwiązało. Nawet nie udało mi się od tego uciec.
A mimo to wczoraj tak po prostu zaczęłam się uśmiechać. Szłam ulicą z wysoko podniesioną głową, a z słuchawek leciała zupełnie inna już muzyka. Radośniejsza, bardziej eneregetyczna. I ja też taka byłam. I dziś też jestem.
I nie potrafię zrozumieć dlaczego, ale przecież źle mi z tym nie jest.
Ja po prostu nie potrafię nie cieszyć się życiem.

Tylko, że wiem, że w ten sposób nic nie zmienię.
I wróci dzień, w którym ucieknę i nie będę wiedziała dokąd, do kogo...
I wróci zły sen.

/

Za 4 dni Ślesin. Potrzebuję tego, chociaż marzy mi się choć jeden dzień, już po sesji, pełen beztroski i relaksu. Taki, żebym mogłabym obejrzeć jakiś film, poczytać dawno odstawioną na półkę książkę... Ale tam też będzie dobrze. Najpierw wszytsko będzie działo się szybko - rozbijanie, nowi ludzie, aklimatyzacja. Ale potem tempo zwolni... Wszystko się uspokoi, ja również. I będzie dużo wolnego czasu, i pływanie, i motorówka, i kajaki... I będzie idealnie. Prawie idealnie. Zawsze jest prawie.
O, jak ja kocham to miejsce...



in the vanilla sky... 2009-06-20 00:20:37
skomentuj (0)
Waiting on an angel.
To będzie 8 długich dni.
Długich i ciężkich
I to nie tylko ze względu na naukę.

Chcę już uciec daleko, daleko stąd. Chociaż mentalnie.
Ślesin wystarczy, mimo, że nie wiem czego mogę się tam spodziewać.

Potrzebuję odrobiny beztroski, bezrefleksyjności. Życia chwilą, z dnia na dzień, bez żadnych ograniczeń, bez konsekwencji.


Głupoty gadają ci, którzy mówią, że wystarczy chcieć i wszystko jest możliwe. Pewnie, że zawsze warto próbować, ale nie mówcie mi, że zawsze przynosi to oczekiwany efekt. Czasem po prostu nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Pozostaje nam jedynie akcpetacja. Albo ucieczka.



in the vanilla sky... 2009-06-14 22:33:08
skomentuj (2)
Woman like a man.
Słucham Damiena Rice'a i ciurkiem pochłaniam kolejne odcinki serialu.
To znaczy, że nie jest to dobry dzień.

Wspomnienia.
Archiwa, blogi, pamiętniki, pamiątki.
Ile bym pamiętała, gdyby nie to?
A może niepamięć byłaby lepsza.
Skąd się bierze we mnie, w ludziach ta usilna chęć zachowania wszystkich, nawet nie zawsze ważnych, wydarzeń z życia? Czy jeśli o nich zapomnimy, to tak jakby się nigdy nie wydarzyły?
Bo ja nie wiem czy nie byłabym szczęśliwsza mogąc wyrzucić z pamięci kilka epizodów. Tak, żeby pozostać pozostać bogatszą o rzeczy, których mnie nauczyły i o doświadczenie, które dzięki nim zdobyłam, ale nie wiedzieć, skąd to się wzięło...


Ciekawe czy znów obleję koło z różnic indywidualnych...?

Do wakacji pozostało 16 dni.


in the vanilla sky... 2009-06-07 23:02:40
skomentuj (0)
Spotykam dobrych, mądrych ludzi..
Przeżyłam tydzień, który wydawał się nie do przeżycia.
Po piątkowej pracy, gdy emocje już opadły Tymbark powiedział: "Kto jak nie Ty?" ;)

Dałam radę. Właściwie to daliśmy radę. :)
Dziękuję.
Całej siódemce, która była w piątek w banku. Za to, że każdy tak doskonalne sprawdził się w swojej roli. Że byliście wyrozumiali i tolerowaliście moje marudzenie i pretensje. Że ostatecznie naprawdę rewelacyjnie wyszło. Tylko sprzątanie po imprezie musimy jeszcze poćwiczyć... ;P
Kasi. Za to, że ogarnia drużynę, co choć trochę zmniejsza moje wyrzuty sumienia, że ją zaniedbuję. I za chęć jeszcze większej pomocy.
I tym, którzy po prostu byli, wspierali i w codziennych sprawach i rozmowach odciągali moje myśli od stresów tego tygodnia.


Jest dobrze. Jeśli tylko nie zawalę przy tym studiów, to będzie naprawdę rewelacyjnie.




in the vanilla sky... 2009-06-06 23:55:24
skomentuj (1)
Ostrość na nieskończoność.

Juwenaliowy, niesamowity weekend.

 

Piątkowe Strachy i T.Love – dwa koncerty pełne pozytywnej energii.

Wieczór poświęcony nie tylko na muzykę, ale również (a raczej przede wszystkim) na spotkania z ludźmi. Miło było zobaczyć tak wiele przyjaznych twarzy – niektórych dawno niewidzianych. Z wielką radość mogłam niektórych poznać lepiej, z innymi powspominać stare dobre czasy, a jeszcze z innymi po prostu być i pozwolić sobie uwierzyć, że jeszcze przez jakiś czas będą. Tak bardzo spragniona ludzi ostatnio byłam. Tak bardzo mi tego brakowało…

 

Sobotnia Coma i Ira. Ale przede wszystkim to Coma. Przeogromny sentyment. I ciekawość. W końcu dla mnie to pierwszy ich koncert od trzech lat. A kiedyś tak wiele znaczyli w moim życiu. To ciekawe jaki muzyka kiedyś miała na mnie wpływ. Teraz jest tłem codziennych wydarzeń. Niesamowitym, fascynującym i wartościowym, ale jednak tylko tłem. A wtedy mnie kształtowała. Wtedy była moją nieodłączną częścią. Na niej opierał się mój światopogląd. A koncerty były najważniejszymi wydarzeniami mojego życia. Wczoraj mogłam stanąć sobie w bezpiecznej odległości od sceny i tłumu i  posłuchać tego, co kiedyś budziło tak wielkie emocje. Wywoływało łzy, złość czy radość. Wczoraj wywoływało tylko wspomnienia. Tak żałuję, że nie mogli zagrać dłużej, że nie mogłam usłyszeć wszystkiego, czego chciałam. Że nie było moich „Stu tysięcy jednakowych miast”, „Schizofrenii” czy „Pasażera”.  To naprawdę niesamowite uczucie móc w ten sposób cofnąć się w czasie. Nie do opisania.

 

Coma – ‘Zero osiem wojna’

 

A walka na ziemi i w niebie
Przeciwko sobie samemu, o siebie
I walka o święte cele
O wieczne nadzieje

Walka o z łóżka wstanie
Kolejny taniec w cyrku zdarzeń
I walka o strzępek marzeń
O wieczne nadzieje

Jakie tu strony odległej pustki
Senne obszary złej niemocy
I walka o święte cele
O wieczne nadzieje

Jakie tu echa gniewne
Zwątpienie rozległe i słone wieczory
I walka o strzępek siebie
O wieczne nadzieje i sens

Wyobraźnia, gdy przymiera głodem
Zaprzestaje prowadzenia wojen
A jak powiedział wieczny prezydent
W niezmiennej wojnie pomnażajcie treść

Walka o czas utracony
W innej walce o utracony czas
I walka o święte cele
O wieczne nadzieje

Walka przeciwko wartości przeszłej
A ustanowienie wartości świeższej
I walka o pomnożenie
O wieczne nadzieje

Jakie tu stany przewlekłej ciszy
A życie przez palce mi płynie w nicość
I walka o strzępek siebie
O wieczne nadzieje

Jakie tu żale tłustych wspomnień
O wszystkim czego nie umiałem oswoić
I walka o święte cele
O wieczne nadzieje i sens

Wyobraźnia, gdy przymiera głodem…




in the vanilla sky... 2009-06-01 00:55:13
skomentuj (1)
Przeszłość z przyszłością się splata i rozplata...
Bo z tą wiarą to jednak tak różnie bywa.
Pewnie, że czasem wątpię. Jak każdy.
Grunt to umieć powstać po zwątpieniu.
Poszukuję podpory.
Bo samemu to jednak bywa trudno.


in the vanilla sky... 2009-05-25 23:40:59
skomentuj (1)
Ci, co w dzień śnią, zdobyć chcą świat...
Znów mam tą potrzebę pisania, wyrażania siebie. To dobrze, bo to znaczy, że w moim życiu wiele się dzieje. Że przyżywam, że doznaję... Bo jak mówi cytat z niezastąpionej "S@motności w sieci":

Tylko dla przeżyć warto żyć. I dla tego, żeby móc je komuś potem opowiedzieć.

I ja wierzę, że niebawem opowiem komuś o tym, jak niezwykłe jest ostatnio moje życie i jak wiele dobrych rzeczy przytrafia mi się na każdym kroku.

Nie poznaję się. W pozytywnym znaczeniu tych słów.

Akurat - 'Wielki plan'
Czy świat dla mnie przygotował
miejsce u samego dna,
czy też może na wysokiej z gór,
gdzie słońce jest i wiatr?
Moja głowa wciąż od nowa
snuje obraz przyszłych dni,
Moje zmysły czują powab
tego, co w przyszłości lśni...

Ciągle myślę, co mam robić,
bym już teraz wiedział to,
jak me życie przyozdobić,
by mu dodać szersze tło.
Odkąd czas mnie wziął w ramiona,
ciągle szukam nowych dróg
do zdobycia mego szczytu,
który dzisiaj mam od stóp.

Mam w sercu takie miejsce,
noszę tam wielki plan...

 



in the vanilla sky... 2009-05-21 00:04:32
skomentuj (2)
Open your eyes...
Ostatnie tygodnie tak szybko mijają.
A ja powoli staję się samodzielną, niezależną kobietą sukcesu.
Żarty żartami, ale coś w tym jest i nie mogę powiedzieć, że źle mi z tym.
Nie da się ukryć, że podoba mi się powierzanie mi coraz bardziej odpowiedzialnych zadań i cieszy mnie każdy maleńki sukces.

Przyszła pora podjęcia ważnych decyzji i kluczowych wyborów. Bo podejmując zbyt wiele zobowiązań mogłabym coś spieprzyć. A to było bardzo niewskazane. Bo ja chcę, żeby w końcu było dobrze i wierzę, że może tak być.

Samospełniające się proroctwo?



in the vanilla sky... 2009-05-18 23:14:03
skomentuj (0)
I have the time of my life.
Niesamowicie pozytywny wieczór.
Bo w jednym miejscu miałam obok siebie tych, na których najbardziej mi zależy.
Tych, których nie oddałabym za nic.
W dodatku był taniec i śpiew.
I w ogóle było rozkosznie. ;)

Było prawie idealnie.
Prawie...

Bo jest paru ludzi,
Bo jest parę w życiu dobrych chwil,
Bo jest parę złudzeń, które warto mieć, by żyć...
[Ira - 'Parę chwil']



in the vanilla sky... 2009-05-08 01:06:32
skomentuj (0)
Kiedy Was nie ma to jakby nagle zabrakło w moim życiu muzyki...

Nie rozumiecie, że brak czasu nie istnieje? Że Wam się po prostu nie chce?
Ludzie notorycznie zapominają o tym, co ważne. A to dużo większy problem niż natłok zajęć.
Chciałabym tylko, żeby było jak dawniej.
I żebym nie musiała ciągle prosić. Nie lubię.

Unkle Bob - One by one

One by One
I suffer you gladly
One by One
You're all I don't need
And you couldn't see,
The wood from the tree
Your eyes are unkind,
So don'y look at me.
And all that you know,
Is written in stone.

One by One

I suffer you badly,
One by One
You're all I don't need
And life on the road
Makes you feel old.

Remember the time, when friends were around,
When friends were around, when we were all friend...

Is this the way to be?
Is this the way to be?

One by One,
One by One...





in the vanilla sky... 2009-05-05 17:08:55
skomentuj (2)
spojrzymy sobie w oczy, będziemy wiedzieć więcej.
Boję się patrzeć ludziom w oczy.
Tak jakby ze spojrzenia można było wszystko wyczytać. Zniszczyć prywatność, poznać sekrety. Wejść w czyjeś życie, a przynajmniej w myśli. A ja przecież nie pozwolę nikomu wtargnąć z brudnymi buciorami do mojego poukładanego chaosu i zburzyć mój artystyczny nieład.
Poza tym czasem mam wrażenie, że w spojrzeniu prosto w oczy jest jakaś deklaracja. Na ten krótki moment jestem tylko dla ciebie. Przez chwilę nie liczy się świat dookoła. Wysyłam komunikat: poświęcam ci całą uwagę, uszanuj to, doceń. To zobowiązuje. No bo jeśli tak nie jest, to czemu niektórzy przyłapani na gorącym uczynku takiego spojrzenia, spuszczają zawstydzony wzrok? Albo, tak jak ja, w ogóle unikają kontaktu wzrokowego. A najgorzej jak spotka się dwójka takich. Nie wolno na siebie patrzeć - nie daj, Boże, któreś sobie coś pomyśli.

Podsumowując, tak, to była bardzo dziwna impreza. Ale zła to nie.
Potrzebowałam tego. Trochę beztroski, paru bliskich ludzi, nieco tańca, odrobina procentów, kilka rozmów...
I żadnych spojrzeń.


Idź, chłopcze, idź przed siebie, na końcu drogi jest dom...


in the vanilla sky... 2009-04-26 10:17:10
skomentuj (1)